Wokoło wzbierają fale niepokoju. Wieszczenie apokalipsy miesza się z uspokajającym letargiem i oczekiwaniem, że jakoś to będzie, jakoś to przejdzie. I jedno, i drugie to mrzonki. Apokalipsa się dzieje w nas a my rozlewamy wokół siebie albo spokój i energię do działania albo zwątpienie i pozorowane ruchy wzmagające pełzającą panikę.
Zmienić optykę. Zamienić mikroskop na lunetę. Wypłynąć na szerokie niebieskie wody, na których jedynymi przeszkodami szorującymi o burty będą obłoki.
Ucieczka nie do przodu – tylko w górę. Zamiast podnosić ręce – podnieśmy żagle.
