Najlepszy czas na zmianę

Jeśli żałujesz, że do tej pory czegoś nie zrobiłeś, nie podjąłeś decyzji, nie wprowadziłeś zmian, to… normalne.

Są dwa najlepsze terminy, kiedy powinieneś tę zmianę przeprowadzić. Kiedy ja powinienem to zrobić.

Jeden z nich już bezpowrotnie minął. Może to było dziesięć lat temu, może trzy miesiące, może przed tygodniem. Ale jest też drugi najlepszy termin, w sumie niewiele gorszy od pierwszego. Dzisiaj.

Kiedy to zrozumiałem, stało się też dla mnie jasne, że zmiana nie może być powierzchowna. Powinna być konsekwentna, odważna i – nieodwracalna. Jak spalenie pomostu, który łączy statek z nabrzeżem. Wtedy już wiadomo, że nie ma odwrotu, trzeba wypłynąć. Nawet jeśli jeszcze nie mam wszystkiego, co chciałem mieć na pokładzie, to nieważne. Już za długo tkwiłem w porcie. Na pewno można by znów wiele miesięcy spędzić na kompletowaniu sprzętu, załogi, na aktualizacji map, sprawdzaniu pogody. Jednak – czas nieubłaganie płynie. Poza tym na pokładzie zawsze jest mniej miejsca niż chciałoby się go wykorzystać. Biorę to, co mam. W najbliższym porcie wymienię albo uzupełnię braki. Ale dopiero płynąc, tak naprawdę będę mógł sprawdzić, czego brakuje najbardziej, a co jest zbędnym balastem.

Jutro mogę uzupełniać. Dzisiaj mogę rezygnować. Wyrzucać za burtę, puszczać z wiatrem, powierzać falom. To jeszcze trudniejsze niż tworzenie listy do uzupełnienia.

Wiele czasu zajęło mi przyswojenie tej prawdy, że jeśli mam jakiś cel, to nie tylko muszę zrezygnować z tego, co mi przeszkadza w jego osiągnięciu. Powinienem też zostawić to, co mi pomaga, ale za mało. I to drugie jest o wiele trudniejsze. To, co nie pomaga za bardzo, potrafi dociążyć luki bagażowe o wiele mocniej niż to, co ewidentnie przeszkadza.

Jeśli nie mam pod ręką piaskowca, zacznę budować z piasku. Dzięki temu chociażby zobaczę kształt i proporcje tego, co chcę stworzyć. Jeśli nie mam dźwigu – dźwignę rękami. Poczuję ciężar i będę wiedział, na ile starczy mi sił i kiedy pomoc okaże się niezbędna. Na dzisiaj piasek i ręka pomagają tak, jak trzeba.

Tak, pora zrzucić balast, żeby zamiast o dno zacząć szorować o chmury.

Zostawić to, co przeszkadza. I to, co pomaga za słabo. Dzisiaj.